Robię przegląd w 3jce, matkę znalazłem. Matka z żółtym oznaczeniem, więc z 2012 roku to już jej trzeci sezon. Bardzo dobra, ale pewnie trzeba będzie w przyszłym roku już ją wymienić. Poszerzyłem rodnie dostawiając 2 ramki. Miód jest na dwóch ramkach i trochę w nadstawkach.
Sprawdzam 7demkę, po przycięciu skrzydełka z tą matką nic się nie stało, pszczoły ją przyjęły i czerwi dalej. Przy okazji wycinam czerw trutowy i ramkę pracy. Jest to bardzo dobry pomysł z tą ramką pracy, wstawia się do rodni ramkę z wklejoną węzą, ale tylko do połowy ramki. Dalej pszczoły wyrabiają sobie same ramkę i tu wylęgają się najczęściej trutnie, więc bardzo łatwo jest je stąd wyciąć. Taka ramka powinna być bez drutów naciągających.
W 8mce sprawdzam czy młoda matka już czerwi, widzę na jednej ramce jajeczka. W ulu jest bardzo dużo trutni. Mają też dużo miodu.
Przeglądam 10tkę, matka jest. Przyciąłem jej skrzydełko.
W 11stce o dziwo nowa rójka, którą tak ciężko łapałem znowu wyroiła się, widzę wygryziony matecznik no i pszczół mniej.
Przegląd ula nr 2 – postanowiłem przyciąć skrzydełka matką żeby mi już nie uciekały, widziałem taki film na YouTube. Więc wziąłem nożyczki i do dzieła, łapę matkę trochę trudno, ale mam ją. Teraz skrzydełko tak nie wiele jakieś 1/3, jest przycięta, puszczam ją. Coś się dzieje z matką obstąpiły ją pszczoły i ścinają, znowu łapę ją odtrącam pszczoły, ale to nic nie daje, ponownie obstępują matkę. W efekcie matka została ścięta przez pszczoły. Co się stało?
Jak się potem dowiedziałem zrobiłem karygodny błąd. Pracowałem bez rękawiczek, tak zawsze pracuję tylko, gdy wyjątkowo są pszczoły agresywne zakładem rękawiczki, tym razem mój zapach przeszedł na matkę i dlatego ją pszczoły zabiły. Była to młoda matka, która jeszcze nie miała mocnego zapachu roju, w przypadku starych matek taka sytuacja się nie powtórzyła. Po zastanowieniu się nie wiem czy to dobry pomysł z tym przycinaniem skrzydełek. Straciłem matkę i tak na pewno to matka i tak wyleci z ula. Muszę być na miejscu żeby je zebrać. A co będzie jak mnie nie będzie wtedy?
Przycięcie skrzydełka matki zrobiłem też w ulu nr 5. W tym ulu z matką nic się nie działo.
W 6stce sprawdzam czy jest matka. Znalazłem ją w oddzielonej rodni, widzę, że rój jest bardzo silny potrzebna jest mi nadstawka, ale jeszcze jej nie zrobiłem.
7 lipca 2014 rok.
Sprawdzam, co się dzieje w ulu nr 2, gdzie ostatnio przyciąłem skrzydełko matce i matka została ścięta. Na ramkach widzę mateczniki OK poczekamy zobaczymy, co będzie.
W ulu nr 4 sprawdzam czy matka czerwi- jest ok widzę jajeczka.
Sprawdzam, co w nowym ulu nr 14ście (styropianowy) Znalazłem matkę, jest to już zaznaczona matka wiec to z wyrojonego mojego ula. Widzę, że pszczół jest dużo na 10ciu ramkach, dostawiam im drugi korpus a w nim parę ramek z węzą.
Idę do sąsiada gdzie mam darowane dwa ule nr 15 warszawski i nr 16 dadant.
W 15stce pszczółki ładnie pracują, nawet matkę znalazłem i zaznaczyłem. Jest to bardzo ciekawy ul warszawski z 4rema wylotkami tak,
że można tu trzymać nawet dwa roje.
Natomiast 16stka, czyli ul dadant jest w opłakanym stanie i co gorsza pszczoły to jakieś „harpagony” tylko się zbliżę do nich a już atakują, bez pełnego skafandra i rękawiczek nie można do nich zajrzeć. Robię porządny okurz i do dzieła, pszczół jest masa. Niestety ramki w bardzo złym stanie (rozlatują się). Muszę je przenieść do innego ula. Co zrobić? Ramki z dadanta nie pasują do warszawskich, ale ustawiając ramki pionowo da się je wstawić do dwóch korpusów w ulu wielkopolskim.
Widziałem na YouTube taki film jak zrobić z deski ul wielkopolski a ponieważ mam takie deski 4ro centymetrowe w wolnej chwili zacząłem robić z nich korpusy do ula. Zamówiłem przez Internet dwie dennice. Jedną podmienię w ulu ze styroduru a drugą wykorzystam do tego ula. Nawet nieźle wygląda jak go pomalowałem i dorobiłem daszek z blachy. 
15 lipca 2014 rok
Sprawdzam 8semkę widzę wygryzione mateczniki, jajeczek nie ma. Matki nie widzę. Dodałem ramkę z jajeczkami z 3ciego ula. Jak nie mają matki to wyhodują sobie z tych jajeczek. W przeciwnym razie mogłyby sobie zrobić matkę trutówkę i to był by już koniec tego roju. Miałem taki przypadek parę lat temu, wtedy w ulu zostały prawie tylko same trutnie i miałem rój stracony. Bardzo ważne jest zawsze sprawdzać jeżeli nie widzimy matki czy są jajeczka. Wtedy mamy pewność, że matka jest.
Znowu zaglądam do 2jki, chcę sprawdzić czy mają mateczniki. Widzę mateczniki, jeszcze kilka dni i powinna się matka wykluć. Mimo tych perturbacji z matkami mam w tym ulu bardzo dużo pszczół, mam już w nim komplet ramek 14 a widać, że jest ciasno. Postanowiłem wstawić im nadstawkę.
Zaglądam do 4rki coś strasznego znowu tu coś się stało. Matki nie ma, jajeczek nie widzę natomiast są mateczniki. No cóż zrobić, trzeba poczekać muszą sobie same dać radę.
Natomiast w 5tce wszystko jest OK matka czerwi i rój jest mocny.
Sprawdzam 7demkę – wszystko jest ok, dużo miodu w nadstawce. W 10tce też wszystko jest dobrze, matkę widziałem, po przycięciu skrzydełka trochę się obawiałem, co będzie z matką.
Przeglądam 11stkę, matki nie widziałem, ale jajeczka są. Tak samo w 12stce.
20 lipca 2014 rok
Robię przegląd w ulu nr 1 powinienem znaleźć matkę, ale jej nie widzę, na szczęście są jajeczka. Ogólnie rój dość słaby. Jest to zakupiony odkład w 2013 roku, ale jakoś słabawo się rozwijają. Na domiar jeszcze wyroiły się.
W 6stce wstawiam nadstawkę, przy okazji widzę matkę, więc wszystko jest ok.
Przeglądam 9wiątkę. Znalazłem matkę, ale niezaznaczoną. To znaczy, że się wyroiły. Widzę jajeczka i bardzo dużo pszczół.
Zaglądam też do 15stki, matka jest czerwiu dużo. Natomiast w 16stce matki nie ma ani jajeczek. Dołożyłem im ramkę z jajeczkami i z matecznikiem. Miodu nie mają, dałem im 2 litry invertu.
26 lipca 2014 rok
Czwórka znowu się WYROIŁA. Rójka siadła bardzo wysoko na modrzewiu, nie mam szans żeby je zebrać. Próbuje może je strzepnę- nie da się konary za grube. Niestety muszę zrezygnować, do wieczora nic się nie zmieniło, siedzą tam wysoko nadal. Nazajutrz przyjechałem rano na wieś i widzę…. Są nadal, więc znowu próbuje strzepać, nawet z łuku strzelam żeby zawiesić sznurek na gałęzi, ale na nic nie udaje się. Nie daje za wygraną biorę składaną drabinę i wychodzę, za nisko nie dostanę. Wymyśliłem sobie, że może by podciąć gałąź, na której siedzą i tak zrobiłem. Dowiązałem długą listwę do piły no i mogłem wreszcie podciąć tą gałąź. Ubrany w kombinezon i rękawiczki podcinam. Gałąź spadła razem z rojem, rój początkowo opadł, ale poderwał się i za matką skierował się na północ. Pszczoły krążą i widzę, że zaczynają skupiać się wokół pobliskiej sosny. Tak siadają na sośnie coraz więcej ich, tym razem trochę niżej. Skrapiam je i przygotowuje pudło z ramką i drabinkę. Powoli dotarłem do roju podwiesiłem pudło i strzepałem je. Udało się, po ściągnięciu pudełka stawiam je koło drzewa żeby reszta weszła. Zaglądam do ula a tam tylko resztki pszczół. Postanowiłem, że zmieszam je razem i wsypę do ula. Zrobiłem roztwór kropli miętowych i wlałem do rozpylacza. Skropiłem pszczoły w pudełku i wszystkie w ulu i wsypując je do pudełka i wszystkie zmieszałem. Potem wsypałem do ula. Udało się, nic się nie dzieje nie ścinają się.



Gratulacje 🙂 Piękna pasieka i widać że wszystko w niej gra jak w zegarku 🙂 🙂 🙂