Lipiec

2 lipca 2014 rok.DSC_0276

Robię przegląd w trójce. Matkę znalazłem — żółte oznaczenie, czyli rocznik 2012. Trzeci sezon, a dalej pracuje jak młoda. Bardzo dobra matka, ale wiadomo: w przyszłym roku pewnie trzeba będzie ją wymienić, bo pszczelarz musi być jak trener — nawet najlepszych zawodników czasem trzeba odmłodzić. Poszerzyłem rodnię, dostawiając dwie ramki. Miód jest na dwóch ramkach i trochę w nadstawkach — trójka jak zwykle robi robotę.

Sprawdzam siódemkę. Po przycięciu skrzydełka matce nic się nie stało, pszczoły ją przyjęły i czerwi dalej. Przy okazji wycinam czerw trutowy i ramkę pracy. Ramka pracy to u mnie hit sezonu — wstawiam do rodni ramkę z węzą tylko do połowy, a resztę pszczoły dorabiają same. Trutnie uwielbiają tam siedzieć, więc łatwo ich wyciąć. Ramka bez drutów, lekka, praktyczna — pszczelarska ergonomia.

W ósemce sprawdzam, czy młoda matka już czerwi. Na jednej ramce widzę jajeczka — czyli ruszyła. W ulu jest bardzo dużo trutni, jakby mieli tam własny klub towarzyski. Miodu też mają sporo, więc nie narzekają.

Przeglądam dziesiątkę. Matka jest, wszystko w porządku. Przyciąłem jej skrzydełko — niech nie ma pomysłów na wycieczki krajoznawcze.

W jedenastce… o dziwo nowa rójka, którą tak ciężko łapałem, znowu się wyroiła. Widzę wygryziony matecznik i pszczół mniej. Czyli rójka stwierdziła: „Dzięki za nowy ul, ale my idziemy dalej”. U mnie rójki mają chyba wrodzoną potrzebę podróży.

3 lipca 2014 rokDSCN6444 (2)

 

Przegląd ula nr 2. Postanowiłem przyciąć skrzydełko matce, żeby już nie uciekała — widziałem taki film na YouTube i pomyślałem: A co, spróbuję. Biorę nożyczki, łapię matkę (trochę trudno, bo matki nigdy nie współpracują), mam ją. Przycinam skrzydełko — tak niewiele, jakieś 1/3. Puszczam ją.

I wtedy zaczyna się pszczelarska tragedia.

Pszczoły obstępują matkę i zaczynają ją ścinać. Znowu ją łapię, odtrącam pszczoły, ale nic to nie daje. Pszczoły wracają i robią swoje. W efekcie matka została ścięta.

Co się stało?

Jak się potem dowiedziałem — zrobiłem karygodny błąd. Pracowałem bez rękawiczek, jak zwykle. Mój zapach przeszedł na matkę, a że była młoda i nie miała jeszcze mocnego zapachu roju, pszczoły uznały ją za intruza. I koniec. U mnie matki giną ostatnio częściej niż bohaterowie w serialach.

Po zastanowieniu nie wiem, czy to dobry pomysł z tym przycinaniem skrzydełek. Straciłem matkę, a przecież nawet przycięta matka i tak wyleci z ula — tylko spadnie pod ul. A co będzie, jak mnie nie będzie wtedy? Rójka zrobi sobie piknik na trawie.

Przycięcie skrzydełka zrobiłem też w piątce — tam nic się nie stało. Matka przyjęta, pszczoły zadowolone. Czyli metoda działa… czasem.

W szóstce sprawdzam, czy jest matka. Znalazłem ją w oddzielonej rodni. Rój bardzo silny, potrzebna nadstawka, ale jeszcze jej nie zrobiłem. U mnie nadstawki powstają wolniej niż rójki.

7 lipca 2014 rok 

Sprawdzam, co się dzieje w ulu nr 2, gdzie ostatnio przyciąłem skrzydełko matce i matka została ścięta. Na ramkach widzę mateczniki. OK — poczekamy, zobaczymy, co będzie. Ul sam próbuje się odbudować.

W czwórce sprawdzam, czy matka czerwi — jest dobrze, widzę jajeczka. Czyli matka działa, a ul wraca do formy.

Sprawdzam, co w nowym ulu nr 14 (styrodurowy). Znalazłem matkę — zaznaczona, więc to matka z wyrojonego ula. Pszczół dużo, na dziesięciu ramkach. Dostawiam im drugi korpus z paroma ramkami z węzą. Ul rośnie jak na drożdżach.

Idę do sąsiada, gdzie mam darowane dwa ule: nr 15 (warszawski) i nr 16 (dadant).

W piętnastce pszczółki ładnie pracują, nawet matkę znalazłem i zaznaczyłem. Ul jest bardzo ciekawy — warszawski z czterema wylotkami. Jak pszczele osiedle mieszkaniowe: każdy ma swoje wejście, nikt się nie tłoczy.

DSC_0036Można tu trzymać nawet dwa roje.

 

Natomiast szesnastka, czyli ul dadant, jest w opłakanym stanie. I co gorsza — pszczoły to jakieś harpagony. Tylko się zbliżę, a już atakują. Bez pełnego skafandra i rękawiczek nie ma szans tam zajrzeć. U mnie w pasiece są różne charaktery, ale te z szesnastki to jakby miały w sobie geny szerszeni bojowych.

Robię porządny okurz i do dzieła. Pszczół masa, aż ul brzęczy jak transformator. Niestety ramki w bardzo złym stanie — rozlatują się, jakby miały sto lat. Muszę je przenieść do innego ula.

Co zrobić? Ramki dadant nie pasują do warszawskich, ale ustawiając je pionowo da się je wstawić do dwóch korpusów w ulu wielkopolskim. Pszczelarz musi być kreatywny — u mnie pasieka to czasem bardziej warsztat stolarski niż pszczelarski.

Widziałem na YouTube film, jak zrobić ul wielkopolski z deski. A ponieważ mam takie deski 4‑centymetrowe, w wolnej chwili zacząłem robić z nich korpusy. Zamówiłem przez internet dwie dennice — jedną podmienię w ulu ze styroduru, a drugą wykorzystam do tego nowego ula. Jak go pomalowałem i dorobiłem daszek z blachy, wygląda całkiem nieźle. U mnie w pasiece ule powstają szybciej niż rójki zdążą się wyroić.

DSC_0037

15 lipca 2014 rok

Sprawdzam ósemkę. Widzę wygryzione mateczniki, jajeczek nie ma, matki nie widzę. No pięknie — kolejny ul, który postanowił zrobić sobie przerwę od matki. Dodałem ramkę z jajeczkami z trójki. Jak nie mają matki, to wyhodują sobie nową z tych jajeczek. W przeciwnym razie mogłyby zrobić matkę trutówkę — a to byłby koniec roju.

Miałem taki przypadek parę lat temu: w ulu zostały prawie same trutnie, pszczoły trutówki robią swoje, a ja mogłem tylko patrzeć, jak rój się kończy. Dlatego u mnie w pasiece zasada jest prosta: jeśli nie widzę matki, zawsze sprawdzam, czy są jajeczka. Jajeczka = matka jest. Brak jajeczek = trzeba działać. Oczywiście mam tu na myśli jajeczka pojedyncze złożone przez matkę a nie trutówkę.

19 lipca 2014 rokDSC_0273

Znowu zaglądam do dwójki, chcę sprawdzić, czy mają mateczniki. Widzę, że są — jeszcze kilka dni i powinna się matka wykluć. Mimo tych wszystkich perturbacji z matkami mam w tym ulu bardzo dużo pszczół. Mam już komplet ramek, czternaście, a widać, że jest ciasno. Postanowiłem wstawić im nadstawkę — niech mają trochę przestrzeni, bo inaczej same sobie zrobią „open space”.

Zaglądam do czwórki… i znowu coś się stało. Matki nie ma, jajeczek nie widzę, natomiast są mateczniki. No cóż — trzeba poczekać. Muszą sobie same dać radę. Czwórka to ul, który żyje własnym życiem i chyba ma w planach wycieczki częściej niż ja.

Natomiast w piątce wszystko jest OK — matka czerwi, rój mocny. W siódemce też wszystko dobrze, dużo miodu w nadstawce. W dziesiątce matkę widziałem — po przycięciu skrzydełka trochę się obawiałem, ale wszystko działa.

Przeglądam jedenastkę — matki nie widziałem, ale jajeczka są. Tak samo w dwunastce — czyli matki są, tylko grają w chowanego.

20 lipca 2014 rok

Robię przegląd w jedynce. Powinienem znaleźć matkę, ale jej nie widzę. Na szczęście są jajeczka — czyli matka jest, tylko się ukrywa. Ogólnie rój dość słaby. To odkład z 2013 roku, ale jakoś słabo się rozwija. Na domiar złego jeszcze się wyroił. Jedynka to ul, który chyba ma wrodzoną melancholię.

W szóstce wstawiam nadstawkę. Przy okazji widzę matkę — wszystko jest OK.

Przeglądam dziewiątkę. Znalazłem matkę, ale niezaznaczoną — czyli się wyroiły. Widzę jajeczka i bardzo dużo pszczół. Dziewiątka wygląda jak ul, który mówi: „Wyroiliśmy się, ale wróciliśmy silniejsi”.

Zaglądam też do piętnastki — matka jest, czerwi dużo. Natomiast w szesnastce matki nie ma ani jajeczek. Dołożyłem im ramkę z jajeczkami i matecznikiem. Miodu nie mają, więc dałem im dwa litry invertu — niech mają na start, bo inaczej zrobią strajk głodowy.

26 lipca 2014 rok – Wielka Rójka z Modrzewia

Czwórka znowu się WYROIŁA. Rójka siadła bardzo wysoko na modrzewiu — nie mam szans, żeby je zebrać. Próbuję strzepnąć — nie da się, konary za grube. Muszę zrezygnować. Do wieczora nic się nie zmieniło — siedzą tam nadal.

Nazajutrz przyjeżdżam rano na wieś i widzę… Są nadal.

No to próbuję dalej. Nawet z łuku strzelam, żeby zawiesić sznurek na gałęzi — ale nic z tego. Nie daję za wygraną. Biorę składaną drabinę, wychodzę — za nisko, nie dostanę.

Wymyśliłem sobie, że może podciąć gałąź, na której siedzą. Dowiązałem długą listwę do piły i mogłem wreszcie podciąć gałąź. Ubrany w kombinezon i rękawiczki podcinam.

Gałąź spadła razem z rojem. Rój opadł… ale poderwał się i za matką skierował się na północ. Krążą i zaczynają skupiać się wokół pobliskiej sosny. Siadają coraz niżej — tym razem mam szansę.

Skrapiam je, przygotowuję pudło z ramką i drabinkę. Powoli docieram do roju, podwieszam pudło i strzepuję. Udało się.

Po ściągnięciu pudełka stawiam je koło drzewa, żeby reszta weszła. Zaglądam do ula — a tam tylko resztki pszczół.

Postanowiłem, że zmieszam je razem i wsypię do ula. Robię roztwór kropli miętowych, wlewam do rozpylacza. Skrapiam pszczoły w pudełku i wszystkie w ulu. Wsypuję je razem — nic się nie dzieje, nie ścinają się.

Udało się. Rój uratowany.

1 komentarz do “Lipiec”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry