1 czerwca 2014 rok
Sprawdzam, co się dzieje w jedynce. Mateczniki, które zostawiłem, są całe i zdrowe, więc może matka się wykluje i rój odbuduje siły. Jedynka wygląda jak ul, który mówi: „Daj mi chwilę, ogarnę się”.
Biorę miód z nadstawki z ula nr 2 — pszczoły tam pracują jakby miały normy do wyrobienia. Miód zasklepiony, elegancki, aż miło patrzeć.
Zaglądam do czwórki, bo tam nie było matki. Niestety pszczół jest bardzo mało, jakby znowu się wyroiły. Matki nie ma, mateczników nie ma, wygląda to jak ul po przeprowadzce. Nie wiem, co się stało, ale żeby przyspieszyć odbudowę, wstawiam matecznik z innego ula. Niech mają szansę na nowy start.
Niestety w piątce też nie znajduję matki — a była zaznaczona. No i znowu wygląda na to, że matka zginęła podczas lotu godowego. Zaznaczone matki są bardziej widoczne, więc ptaki mają łatwiejszy cel. U mnie to już klasyk: matka wylatuje na randkę, a wraca… no właśnie, nie wraca. Dobrze, że mogę bez problemu znaleźć mateczniki w innych ulach. Przenoszę jeden i wstawiam do piątki.
Sprawdzam, co się dzieje w nowej dwunastce. Matki nie widzę, ale jajeczek jest dużo. Czyli wszystko działa — matka jest, tylko gra w chowanego. Pszczoły w dwunastce już się rozkręciły i widać, że ul idzie w dobrym kierunku.
Zaglądam do czwórki, gdzie wstawiłem matecznik. Widzę, że jest wygryziony — czyli matka już wyszła. Nie grzebię dalej, niech robi swoje. Zobaczymy, czy tym razem się zapłodni i zacznie czerwić. W mojej pasiece matki mają ostatnio pecha do lotów godowych, więc trzymam kciuki.
W piątce podobna sytuacja. Przeglądam, szukam matki… jest! Widzę ją. Jak szybko znaleźć matkę? U mnie działa prosty sposób: patrzę na całą ramkę, a jak pszczoły zasłaniają, to podmucham. Rozchodzą się jak widzowie w kinie, kiedy ktoś przechodzi wzdłuż rzędu — i od razu wszystko lepiej widać.
W szóstce sprawdzam, co z nową matką. Jajeczka są, więc wszystko się normuje. Zrobiłem nową kratę odgrodową i wstawiłem ją. Muszę jeszcze tylko sprawdzić, gdzie jest matka i przenieść ją do rodni, żeby nie urządzała wycieczek po miodni.
14 czerwca 2014 rok
Sprawdzam, co w czwórce. Matki nie zobaczyłem, ale na czwartej ramce widzę jajeczka. Czyli jest dobrze — matka działa, tylko gra w chowanego. Dodałem jeszcze ramki z larwami, żeby ul trochę wzmocnić.
W piątce sprawdzam, co się dzieje. Matka jest i czerwi. Widzę jajeczka, więc ul ma szansę się odbudować po tych wszystkich przygodach.

Przeglądam dziewiątkę. Czerw trutowy wycięty, ramki uporządkowane. Matki nie widziałem — dziewiątka chyba ma swoje sekrety, których nie chce mi zdradzić.
Przygotowałem wcześniej nowy korpus do ula nr 14 — ten styrodurowy, który robiłem jak pszczelarski majsterkowicz. Pomalowałem go farbą fasadową dwa razy z zewnątrz i raz od środka, żeby pszczoły nie zgryzały ścianek. Wygląda jak ul z katalogu „Zrób to sam — edycja pasieczna”.
21 czerwca 2014 rok
Sprawdzam nieszczęsną 4rkę może matce udało się i czerwi. Tak jest widzę jajeczka, szukam dalej, jest matka, teraz bez obaw zaznaczam ją pisakiem. Ponieważ są słabiutkie i nie mają żadnego zapasu daje im pokarm. Podałem 3 litry invertu.
28 czerwca 2014 rok
Sprawdzam jedynkę matka powinna już się wykluć – ok jest jak się zapłodni będzie czerwić. W ulu dwie ramki z miodem.
W ulu nr 2 jajeczka, są trochę się zrobiło bałaganu, bo matka przeszła jakoś przez kratę i poczerwiła w miodni.


Przeczytałem, po raz kolejny, „Zapiski…” , uważam to za taką 'pouczającą’ sprawę na tej, młodej przecież i nowej, stronie naszego koła. 'Po raz kolejny’ bo dobrze się czyta , bo poszukuję ciekawych i nowych dla mnie wiadomości . Fotografie tematycznie okraszają i 'dają’ obraz jak ta opisywana pasieka wygląda. Tylko pogratulować pomysłu, 'swady’ w 'zapiskach’.